Słysząc głośny dzwonek telefonu,
poderwałem się na łóżku i zacząłem szukać po omacku urządzenia, które jak na
złość schowało się w mało dostępnym dla mnie miejscu. Dopiero po dłuższej
chwili udało mi się odnaleźć zgubę, ale już nie zdążyłem odebrać połączenia.
Sprawdziłem jedynie, kto próbował się ze mną skontaktować, a widząc, że to
tylko Seungri, doszedłem do wniosku, że jeśli to coś pilnego, to ponownie
zadzwoni. Byłem jednak stuprocentowo pewny, że chciał jedynie zapytać, co
robię, bo jemu się osobiście nudzi. Zawsze tak robił, kiedy nie umiał znaleźć
sobie innego zajęcia.
Odłożyłem więc telefon na szafkę
nocną i opadłem ponownie na materac, wtulając twarz w miękką poduszkę. W
mieszkaniu panowała idealna cisza, co wydało mi się bardzo podejrzane. Byłem
jednak zbyt zmęczony, żeby zrywać się z łóżka i sprawdzać, dlaczego jest tak
spokojnie. Zamiast tego nakryłem się kołdrą po sam czubek głowy i głośno
westchnąłem, wsłuchując się w irytujące tykanie wskazówek zegara, który wisiał
nad sypialnianymi drzwiami. Było to tak denerwujące, że już po chwili nie
mogłem znieść tego dźwięku. Odrzuciłem na bok nakrycie i podniosłem się do
pozycji siedzącej.
Chwilę mi zajęło, nim
zdecydowałem się wstać i pójść do łazienki. Zabrałem jeszcze z szafy czyste
ubrania, a później zniknąłem w wykafelkowanym na niebiesko pomieszczeniu. Cisza
wciąż nie dawała mi spokoju, jednak nieobecność psów dała do zrozumienia, że
Soyeon zapewne wzięła je na poranny spacer, a może przedpołudniowy, bo
dochodziła już dwunasta.
Ostatnio w moim życiu zapanował
spokój, którego mi było trzeba. Dwutysięczny dwunasty był rokiem smoka i
naprawdę nim był. Nie tylko osiągałem pełno sukcesów jako lider Big Bang, ale
także jako solowy artysta. Półki z nagrodami praktycznie się od nich uginały,
wszystko szło nareszcie po mojej myśli, a życie prywatne wyglądało tak, jak
chciałem. Między mną a Soyeon układało się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej,
co tylko dodawało mi chęci do dalszego działania.
Po wzięciu prysznica,
postanowiłem zrobić coś do jedzenia, bo mój żołądek wydawał co chwilę dziwne
odgłosy, domagając się chociaż niewielkiej przekąski. W lodówce było pełno
jedzenia, ale ja zaraz po przebudzeniu nie należałem do zbyt zdecydowanych
osób, dlatego też musiała minąć dłuższa chwila bym w końcu wybrał coś spośród
tylu produktów. Z resztką wczorajszej sałatki owocowej udałem się do salonu,
gdzie rozsiadłem się wygodnie w fotelu i włączyłem telewizor, chcąc chociaż w
ten sposób pozbyć się tej przeklętej ciszy.
Kończyłem właśnie jeść sałatkę,
gdy drzwi od mieszkania się otworzyły, a do środka weszła rozpromieniona
Soyeon. Uśmiechnąłem się do niej szeroko i odstawiłem na stolik pustą miskę po
późnym śniadaniu.
- Cześć, kochanie – przywitała
się, zdejmując w przedpokoju buty oraz kurtkę. – Wyspałeś się?
- Powiedzmy – rzuciłem i mocno
się przeciągnąłem, zerkając kątem oka na psy, które stały przy Soyeon i
czekały, aż ta odepnie im smycze od obroży. – Seungri do mnie dzwonił.
- Wiem, do mnie właśnie też i
skarżył się, że znów go ignorujesz – zaśmiała się dziewczyna, wchodząc do
salonu. Usiadła na podłokietniku fotela i pocałowała mnie czule w policzek.
Przewróciłem oczami i objąwszy szatynkę w pasie, przyciągnąłem ją do siebie,
sadzając wygodnie na moich kolanach. – Oddzwonisz do niego? – poprosiła, robiąc
słodkie oczka.
- Później, dobrze? – zamruczałem
w szyję Bunny i złożyłem na niej kilka pocałunków. – Jak kocha, to poczeka,
prawda?
Soyeon przytaknęła głową i oparła
policzek na czubku mojej głowy. Ja czekałem rok, by w końcu odzyskać
dziewczynę, którą kochałem ponad wszystko. Dla niej byłem w stanie zrobić
wiele, nawet poświęcić swoją karierę. Może brzmiałem niedorzecznie, ale kiedy natrafia
się w życiu na osobę, która dopełnia cię w każdym calu, dociera do ciebie, że
tak naprawdę nie potrzebujesz tej całej sławy, ekstrawaganckich ubrań i błysków
fleszy. Wystarczy tylko ta jedna osoba, by czuć się całkowicie spełnionym.
- Chyba obraliśmy dobry kierunek
– powiedziała po chwili dziewczyna, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem, zerkając
na połyskujący na jej palcu pierścionek zaręczynowy. – Wszystko nareszcie
zaczyna się układać. Jeszcze dwa miesiące temu nie przypuszczałabym, że do
siebie wrócimy, a co najważniejsze, że się zaręczymy.
- Życie potrafi zaskakiwać,
prawda? – uśmiechnąłem się do niej szeroko i skradłem szybkiego całusa. – Nawet
Gaho znalazł sobie dziewczynę – dodałem zaraz i skinąłem głową na leżące na
kanapie psy, które się do siebie tuliły.
Gaho i Jolie wyglądali naprawdę
słodko razem, a chłopaki z Big Bang nieraz żartowali, że to takie nasze
zwierzęce odpowiedniki. Może coś w tym było, jednak ja dziwnie się czułem,
kiedy tak mówili. Porównywanie nas do psów było co najmniej dziwne, ale nikt
nigdy nie dawał mi pewności, że moi przyjaciele są w pełni normalni.
- Zaczekaj.
Spojrzałem pytająco na Soyeon,
która bez wyjaśnienia poszła do sypialni i wróciła po dłuższej chwili, w dłoni
trzymając swój pamiętnik. Usiadła z powrotem na moich kolanach i otworzyła
notes na samym końcu, gdzie znajdował się ostatni wpis sprzed kilku dni.
Byliśmy ze sobą tak blisko, że nie musiałem już czytać jej pamiętnika, by
wiedzieć, co takiego siedzi w głowie tej dziewczyny, a także w sercu, które
teraz należało tylko do mnie.
Zmarszczyłem czoło, dokładnie
obserwując, jak dłoń Soyeon przesuwa się po kartce notesu, pozostawiając na
niej czarne znaki.
- Podpisz się – poprosiła,
podając mi czarny długopis.
Przeczytałem ostatni wpis i
uśmiechnąłem się pod nosem, zabierając od dziewczyny pisak. Zrobiłem minę
myśliciela, by trochę podrażnić się z Bunny, jednak kiedy dostałem mocnego
kuksańca w żebra, zrezygnowałem z dalszej zabawy z dziewczyną i podpisałem się
pod wpisem. Soyeon uczyniła to samo i dokładnie przyjrzała się naszym podpisom,
które idealnie się ze sobą komponowały.
5 luty 2013 r.
Zaczynamy razem nowe życie.
Kwon Jiyong & Lee Soyeon